Trasa I: Północna Dalmacja

W opisie  trasy przedstawiamy miejscowości, które możemy odwiedzić. Pamiętajmy jednak o tym, że tydzień ma tylko siedem dni. Szczegóły każdej trasy są zawsze dopasowywane do oczekiwań i sugestii członków załogi. Mamy nadzieję, że także trasa, którą zrealizujemy z Wami dostarczy niezapomnianych wrażeń.

Poniżej opisujemy miejscowości, które możemy odwiedzić w czasie rejsu – do Was należy wybór które to będą.

Wypływamy z Mariny Sukoszan koło Zadaru i na pierwszy nocleg zatrzymujemy się w Kukljicy. Jest to mała miejscowość, w której czujemy się jak w domu. Schodząc na ląd możemy wstąpić do lodziarni Hajduk, gdzie Mecedończycy wyrabiają wspaniałe lody. Panuje w niej świetna atmosfera, a z filiżanką kawy możemy godzinami obserwować portowe życie. Sto metrów od lodziarni jest restauracja Stary Młyn. Prowadzi ją miejscowa rodzina od wielu lat, i jest dumna z tego, że nie zamyka jej nawet w zimie.

Rano robimy zakupy. Do wyboru mamy trzy świetnie wyposażone sklepy. Zaprowiantowani i pełni wigoru, tak faktycznie wypływając z Kukljicy rozpoczynamy nasz rejs. Następnym przystankiem jest miejscowość Prvicz na wyspie o tej samej nazwie. Jest to mała, urokliwa wyspa, na której nie ma ruchu samochodowego. Jedynym stałym środkiem transportu z lądem jest prom pasażerski, a na wyspie rowery i własne nogi. Miejscowość wygląda tak, jakby zatrzymał się tu czas. Wieczorem możemy iść na kolację do Starej Makiny. Jest to gospoda, w której nie dostaniemy zupy, ani wykwintnych dań, ale za to świetne potrawy przyrządzane na grillu. Jak na Chorwację przystało, jedzenie popijamy miejscowym winem domowego wyrobu lub świetnym piwem.

Na drugi dzień rano, na śniadanie możemy się wybrać na naleśniki z lodami i filiżankę kawy, to tylko krótki spacer do gospody znajdującej się przy samej keji. Po śniadaniu płyniemy do miejscowości Skradin. Po drodze mijamy twierdzę u wejścia do kanału św. Anny, koszary z czasów Jugosławii i bunkry dla łodzi patrolowych. Za kolejnym zakrętem otwiera się przed nami panorama Szybenika, z górującymi nad nim fortami obronnymi. Zatrzymujemy się na kilka godzin na zwiedzanie tego malowniczego i ciekawego miasta, ze słynną Katedrą św. Jakuba i potem ruszamy dalej kanionem rzeki KRK.

Po dwóch godzinach zatrzymujemy się w Skradin. Dla wielu turystów jest to tylko parking do wypadu na wodospady rzeki KRK, dla nas miejsce wielu wspomnień. Wieczorem idziemy na kolacje do Tonego. Miejsca trzeba zarezerwować dzień wcześniej, ale za to uczta, jaka nas czeka, jest tego warta. Króluje peka. Jest to Chorwacki sposób przyrządzania mięs i owoców morza. Ale o tym opiszemy gdzie indziej. Po uczcie u Tonego, idziemy do naszej ulubionej, portowej tawerny Małe Winko.

My nazywamy ten lokal „U Wdowy” – może dlatego, że należy do starszej kobiety, zawsze ubranej na czarno. Tawerna jak ze starych pirackich opowieści. Poobijany tynk, drewniane ławy i beczki z winami, a pod sufitem wiszące szynki. Klimat jak ze starych zejmańskich opowieści, gdzie mury słyszały niejedną szantę, śpiewaną także po polsku. Kolejny dzień załoga zwykle spędza oglądając kaskady wodospadów KRK. To urokliwe miejsce pozostaje w pamięci i na zdjęciach wszystkich.

Po południu ruszamy do Primosztenu. W samej miejscowości port jest zbyt mały, żeby pomieścić większą ilość jachtów, ale w następnej zatoce jest marina Kremik. Pływające pomosty, świetne zaplecze, cisza i spokój. Jedna z ładniejszych marin w Chorwacji, a i na spokój też się znajdzie rada. Zainteresowani atrakcjami wsiadają do busa i za 20 kun po kilku minutach jazdy bawią się w Primosztenie. Jest to piękna miejscowość, z jeszcze ładniejszym widokiem ze wzgórza kościelnego na okoliczne wyspy. Miasteczko w sezonie tętni życiem, więc na ilość atrakcji nie ma co narzekać.

Po śniadaniu obieramy kurs na Trogir. Stajemy w marinie na wprost starego miasta i przez mostek idziemy na świetną pizzę wśród wąskich uliczek. Nie bez powodu Trogir nazywany jest Małym Dubrownikiem. Całą noc można spędzić spacerując wśród starych murów, racząc się co jakiś czas kawą lub winem w małych kawiarenkach.

Z Trogiru ruszamy w drogę powrotną w kierunku Zadaru. Kolejny postój, to zatoka z miejscowością Kaprije, na wyspie o tej samej nazwie. Dla odmiany w tej zatoce nocujemy przy boi. Miejsce, gdzie załoga ma największy dylemat – w która stronę popłynąć. Po jednej stronie zatoki jest malutka miejscowość z urokliwymi gospodami, a po drugiej stronie zatoki tawerna, gdzie można potańczyć, pograć w bilard na świeżym powietrzu i wypić świetne mochito. Tym cięższy wybór, że ponton jest jeden. Bardziej niecierpliwi wybierają drogę wpław, reszta wsiada do pontonu i wybiera miejsca na wieczorny odpoczynek. Przecież to wakacje i nikt nie jest na nikogo skazany.

Rano, mimo że niektórzy jeszcze „wczorajsi” i odpoczywają, ruszamy do zatoki Telesica. Po drodze płyniemy wzdłuż Archipelagu Kornaty. Mijamy setki wysp i wysepek ścigając się z delfinami i ciesząc oczy różnorodnością krajobrazu. Wieczorem wpływamy do jednej z najładniejszych zatok w Chorwacji. Park Narodowy Telesica, to przede wszystkim klify wysokie na ponad 100 metrów i słone jezioro w górach, ale dla nas, to cicha zatoka Krszewica i gospoda – samotnia z Koziatym w roli kucharza. Tak faktycznie właściciel ma na imię Goran, ale dla nas to Koziaty, z powodu długiej białej brody. Od wielu lat gości miłośników morza. Wieczór spędzamy u Koziatego przy świetnej rybie z grilla.

Ceny niestety ma wysokie, ale miejsce jest warte grzechu obżarstwa. Następnego dnia ruszamy z powrotem do Kuklicy i przy pożegnalnej kolacji w Starym Młynie, wymieniamy się zdjęciami i wrażeniami z rejsu. Ostatni dzień – to pożegnanie w marinie Dalmacja, w Sukoszanie.